niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 7



Oczami Elsy:
Za sprawą czaru Mroka, znowu znaleźliśmy się w jego zamku. Lecz nie dało mi to zbytniej ulgi, gdyż po ataku nieznajomej, na moim ciele pozostały grube krwawe zadrapania, które piekły niemiłosiernie. Niestety najbardziej dręczyło mnie ogromne poczucie winy, jak ja mogłam zabić Jacka?!
 -Coś cię boli? -zapytał ironicznie Mrok.
 -Nie, wszystko dobrze! -syknęłam. -Wykonałam twoje zadanie, więc teraz wypuść mnie i Ankę!
 -Jest tylko jeden mały szczegół...
-Jaki?/!-warknęłam już mocno zdenerwowana.
-Anna od dawna już nie żyje.
Spojrzałam na niego zdumiona.
-To niemożliwe!
-Możliwe, zabiłem ją już podczas ataku na Arendelle.
 -Ty morderco! Jak mogłeś?/!
-Taka jest moja natura. -uśmiechnął się szyderczo.
Byłam wściekła, zaczęłam strzelać w niego gradem lodowych pocisków. Z początku udawało mu się bronić przed moim szalonym atakiem, gdyż miał do pomocy swoje koszmary. Dopiero później gdy wszystkie zamroziłam, stał się bezbronny. Przycisnęłam go do ściany i już miałam go zabić, gdy przypomniałam sobie o zajściu z Jackiem.
 -Nie chcę być potworem, więc daruję ci życie. Ale wiedz, że jeżeli jeszcze raz ze mną zadrzesz, gorzko tego pożałujesz.
Wystrzeliłam w jego stronę swoją mocą i unieruchomiłam go w bloku lodu. Stworzyłam mu więzienie, aby mieć pewność, że ponownie mnie nie wykorzysta. Gdy już miałam zamiar opuścić pokuj usłyszałam dźwięk pękającego lodu.
-Popełniłaś wielki błąd, zostawiając mnie przy życiu.-to był Mrok.
Jak on się wydostał?! Postanowiłam znów przystąpić do ataku, lecz nim zdążyłam się obrucić usłyszałam pstryknięcie, poczym znalazłam się na pustkowiu. Domyśliłam się, że zostałam przeniesiona na którąś z afrykańskich pustyń. Dlaczego tak łatwo dałam się oszukać?! Wokół mnie znajdowały się tylko piaskowe wydmy, niebyło ani jednej skały na której moglabym usiąść. Słońce paliło moją skórę, rany zaczęły doskwierać mi coraz bardziej. Czułam się okropnie, straciłam dwie ukochane osoby i zostałam sama. Na myśl o Ani, zrobiło mi się słabo. Zaczęłam płakać. Gdyby nie moja głupota, Jack mógłby jeszcze żyć! Dlaczego uwierzyłam Mrokowi?/! To moja wina!Jestem przekleństwem! Niszczę wszystko co znajdę na swojej drodze! Moja rozpacz, przemieniła się we wściekłość. Pomszczę Annę i Jacka. Zabiję Mroka! Zbyt wiele razy ranił moje uczucia! Ruszyłam zdeterminowana przed siebie. Chociaż nie wiedziałam, w którą stronę się kieruję. Miałam nadzieję że spodkam jakiegoś wędrownego pustelnika, ale były na to nikłe szanse. Dopiero gdy przeszłam parę kilometrów, zorientowałam się, że to co robię nie ma sensu. Zanim znajdę kogokolwiek, najprawdopodobniej zginę z pragnienia i głodu. Niestety nie było to moim jedynym problemem, Mrok zdołał osłabić moją moc. Nie potrafiłam stworzyć lodowej ochrony przeciw słońcu, mogłam jedynie wytwrzać malutkie płatki śniegu, które i tak nie dawały mi ochłody w tym upale. Ponownie zaczęłam płakać, tylko tym razem rozczulałam się nad własnym nieszczęściem. Upadłam na ziemię, byłam wycieńczona. Czułam się coraz gorzej, wysokie temperatury wywierały na mnie ogromny wpływ. Zdawało mi się jakbym leżała całą wieczność, obok mnie zdążyło już przebiedz tysiące pustynnych jaszczórek, na które nie miałam nawet siły spojrzeć. Nagle ujrzałam barczystego mężczyznę, miał na sobie czarno,czerwono, biały strój. Z początku myślałam, że to fatamorgana, lecz gdy poczułam jego dotyk kiedy podnosił mnie z ziemi, nie miałm już wątpliwości, że musi być prawdziwy. Gdy wziął mnie na ręce, mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Porastała ją gęsta siwa broda, oraz włosy o tym samym koloże. Oczy miały przyjemny niebieski odcień, co mnie uspokajało.
-Święty Mikołaj? -spytałam zachrypniętym głosem. Lecz nie usłyszalam już odpowiedzi, gdyż moja głowa opadła bezwładnie na jego ramię.

~Truskaweczka


https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t34.0-12/11073426_461340984017878_1874425513_n.jpg?oh=d3f32f981dade6cd52a9c600ce33df20&oe=5506CEDF&__gda__=1426577983_101ed553985be221fb7d92046b54f871

środa, 11 marca 2015

Rozdział 6



Oczami Angeli:

Siedziałam z Nickiem i Willem w pokoju.
- Już lepiej się czujesz ślicznotko? -zapytał Will
- Tak
 - To świetnie. Muszę zajrzeć do Jane. Nico pomożesz mi?
- Jasne -odparł niezbyt zadowolony.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Uśmiechnęłam się, dając mu do zrozumienia, że nic mi nie jest. Wyszli i zostałam sama.
 Nagle usłyszałam cichy głos, obróciłam się i zobaczyłam stojącą za mną lśniącą, bladą dziewczynę.
 -Kim jesteś? -głos zaczął mi drżeć. Nie odpowiedziała, tylko machnęła ręką i pojawił się obraz. Widziałam na nim rannego Jacka i dwóch ludzi.
- Jack! -krzyknęłam zrozpaczona, poczym chwyciłam miecz i wybiegłam z pokoju.
 Biegłam dworem, nikogo prócz mnie tutaj nie było. Minęło sporo czasu zanim znalazłam to czego szukałam. Gdy usłyszałam złowieszczy śmiech, pobiegłam w tamtym kierunku, stanęłam za drzewem i zobaczyłam Jacka. Leżał na okropnie zranionych plecach, z których w każdej chwili sączyło się coraz więcej krwi. Obok niego stał obrzydliwy mężczyzna w czarnej szacie. Niedaleko, całej tej scenie przyglądała niebieskooka dziewczyna, trzymała w ręce lodowy sztylet. Wyglądała na załamaną.
-Wreszcie się udało! -wykrzyknął nieznajomy. -Pokonałem wielkiego Jacka Frosta!
Zaczął rechotać tym swoim zrytym śmiechem, przypominającym wrzaski rodzącego pawiana. Spojrzałam na Jacka, wogule się nie ruszał, wyglądał na martwego. Musiałam jak najszybciej mu pomóc. Wyszłam ze swojej kryjówki i uderzyłam mieczem w twarz mężczyzny. Gdy on wrzeszczał z bólu, szybko podbiegłam do Jacka. Pochyliłam się nad nim, ale ktoś kopnął mnie w biodro. Poleciałam , na bok, upuściłam broń i uderzyłam w drzewo. Był to ten dziwny facet. Przyjrzał się mi, po czym rozkazał niebieskookiej:
-Zabij ją, albo Anna zginie.
Dziewczyna chwilę się wahała, ale w końcu rzuciła się na mnie. Byłam bezbronna. Zasłoniłam się rękami czekając na koniec, kiedy usłyszałam jej krzyk. Podniosłam wzrok, tajemnicza blondynka, chwiała się na nogach. Była cała poszarpana, a wokół niej tańczyły czarne promienie, które co chwila ją atakowały. Mocno zraniona upadła na ziemię. Opuściłam ręce i ataki ustały. CZY JA TO ZROBIŁAM? Dziwny mężczyzna, spojrzał na mnie i powiedział:
-To mi wiele utrudnia.
Nagle usłyszałam krzyk:
-Angela!!! - To byli Will i Nico. Rzucili się na rodzącego pawiana, ale on machną ręką i znikną wraz ze swoją znajomą.
-Angi! Jack! -wrzasną Nico, podbiegł do mnie, a Will kucnął przy ciele Jacka.
-Co tu się stało? -zapytał syn Hadesa. -Jack...-wskazałam palcem , na martwego już przyjaciela- Czy on…
-Nie oddycha –przerwał mi Will
 Zakręciło mi się w głowie i zemdlałam. Pamiętam jeszcze że Nico zapytał:
-Angi co ci jest?! Niestety zdołała z siebie wyksztusić tylko:
 -Rodzący pawian -i odpłynęłam na dobre.

………………………………………………………………….…………………………..

Obudziłam się w jednym z pokojów w lecznicy.
-Jest tu ktoś? -zawołałam.
 Niestety nikt mi nie odpowiedział, więc wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi. Szłam korytarzem, nagle ktoś mnie zawołał.
 -Angi!!!
Obróciłam się i zobaczyłam Jane, była bardzo roztrzęsiona i całą twarz miała mokrą od łez.
 -Co się stało? -spytałam.
 -Jack...
 -Co Jack? Co z nim?
-On...on nie żyje. -z jej oczu zaczęły spadać kolejne krople łez. Nie mogłam nic powiedzieć, zrobiło mi się słabo i upadłam na ziemię.
 -Angi! Co ci jest?!
 Jednak nie odpowiedziałam. Zaczęłam płakać. Mogłam mu pomóc! Mógł jeszcze żyć! Nie zdążyłam! To moje wina!
-Właśnie, palą całun. Choćmy. - powiedziała Jane. .

…………………………………………………………………………………………………..

Weszliśmy na arenę. Na środku stało ognisko na którym leżał Jack. Obok niego stał Will i Katie, która trzymała jego połamaną laskę. Jane szturchnęła mnie i pokazała na chłopaka stojąca niedaleko nas. To był Nico.
 -To ja....
 -Idź. - Przerwała mi Jane i kiwnęła zachęcająco głową.
 Zostawiłam ją i ruszyłam w stronę mojego przyjaciela.
-Hej –powiedziałam.
 Nico obrócił się w moją stronę. Miał rozczochrane włosy, smutną minę i szkliste oczy.
-Cześć. Lepiej się czujesz?
 -Chyba. Jak on... no wiesz?
 -Nie żył, kiedy was znaleźliśmy.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale język mi się plątał, łzy napłynęły mi do oczy i zaczęłam płakać. Nico poszedł i przytulił mnie.
 -To moja wina. -powiedziałam
-Nieprawda, bo moja. Gdybym wtedy z nim nie walczył.
Łza spłynęła mu po policzku.
-To ja nie zdążyłam z pomocą.
-Ale skąt ty....
-Herosi -przerwał mu głośny okrzyk Willa- żegnamy dzisiaj, naszego przyjaciela. Jacka Frosta. Proszę o całun.
Dwie dziewczyny przyniosły niebieską narzutę z wychowanymi płatkami śniegu i narzuciły ją na zmarłego. Will wziął do ręki pochodnie. Obróciłam wzrok, a Nico wzmocnił swój uścisk.
-Stop! -krzyknęła Katie - Dusza za dusze!
Wszyscy, wymienili nerwowe spojrzenia, a potem przerzucili swój wzrok na Nicka. Dopiero teraz zorjętowałam się, że nadal trzymał mnie w ramionach. Zrobiłam się cała czerwona. Wysunęłam się z Jego uścisku i zrobiłam kilka kroków do tyłu. Zawstydzona czekałam co się dalej wydarzy, zawadzając sobie pytanie: O co chodzi?

#Nida

Dziękujemy

Kochani!!! Dziękujemy wam za czytanie naszego bloga :D
Mamy już 1020 wejść :)
Komentujcie ;)
Co wam się podoba, a co nie?
Co sądzicie o naszych bohaterach?
Chętnie poznamy wsze zdanie! <3

#Nida  i   ~Truskaweczka

https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t34.0-12/s180x540/11041329_459554934196483_1773177174_n.jpg?oh=9403d761e6352e22da8dfcda5ba4f961&oe=5502875C&__gda__=1426229155_c9c16f0265ece49182e53d35ffb378b7

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 6



Oczami Jacka:
 Ruszyłem w stronę pokoju, byłem wykończony. Każda, nawet najmniejsza czynność, powodowała u mnie ogromne zmęczenie. Oparłem się o ścianę, musiałem chwilę odpocząć. Ciężko mi się oddychało, jednak czarna magia Mroka wciąż działała.
-Jack! -usłyszałem krzyk za swoimi plecami. Odwróciłem się, stała tam moja siostra, jak to możliwe?/!
-Emma?- zapytałem. Lecz ona znowu powtórzyła tylko jedno słowo.
-Jack!
Coś tu nie gra, moja siostra od dawna już nie żyje.
-Jack!- krzyknęła ponownie, poczym wybiegła z lecznicy. Poleciałem za nią, chociaż wiedziałem że to ryzykowne. Gdy tylko znalazłem się na dworze, z hukiem spadłem na ziemię, czułem się okropnie. Myślałem że złamałem rękę, na szczęście było to tylko stłuczenie. Ciągle brakowało mi energii, dlatego dalsze poszukiwania, musiałem kontynuować na nogach. Niestety przez ten głupi wypadek całkowicie straciłem "Emmę" z oczu. Znalazłem ją dopiero gdy ponownie wykrzyczała moje imię. Biegła bardzo szybko, ciężko mi było za nią nadążać, szczególnie po ostatnim "wypadku". Przed oczami pojawiły mi się mroczki, biegłem coraz wolniej. Dopiero po 10 minutach zorientowałem się jak daleko oddaliliśmy się od obozu, chyba się zgubiłem. Nagle "moja siostra" się zatrzymała, popatrzyła na mnie oczami pełnymi bólu, poczym z jej piersi zaczął wydobywać się blask, który po chwili ogarną ją całą. Wzniosła się w powietrze, poczym opadła na ziemię. Teraz stała przedemną zupełnie inna kobieta! Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, była bardzo piękna. Miała błękitne oczy i włosy w kolorze jasnego blądu. Była ubrana w czarną sukienkę z niebieskimi zdobieniami. Na nogach nosiła lśniące lodowe pantofelki. -Kim jesteś?/!- spytałem zszokowany. Nic nie odpowiedziała tylko biegiem popędziła w stronę ciemnego lasu. Miałem zamiar pójść za nią, lecz nagle zza drzewa wyłonił się Mrok.
 -Witaj Jack.-powiedział kpiąco
.-Dawno się nie widzieliśmy.
-Co ty tutaj robisz?/!
-Muszę wyrównać rachunki ze starym znajomym.
 Wiedziałem że mówi o mnie.
 -Lepiej stąd spadaj!- syknąłem.
-Tym razem ze mną nie wygrasz. -zaśmiał się złowieszczo.
-Zobaczymy.
 -No dawaj Jack, pokarz co potrafisz.
 Nie zastanawiając się długo uderzyłem w niego lodową mocą. Zrobił szybki unik poczym posłał w moją stronę kilka czarnych pocisków. Na szczęście żaden nie trafił celu. Ponownie natarłem na niego, strzelając ostrymi soplami lodu. Robiłem się coraz słabszy, ale nie zamierzałem się poddać. Z ciemności zaczęły wychodzić koszmary, było ich tysiące. Znowu skupiłem energię i całą swoją mocą uderzyłem okropną armię Mroka. Po koszmarach został tylko czarny piasek.
-Brawo, Jack.-uśmiechnął się.
 Nagle poczułem ogromny ból na plecach, który zaczął ogarniać całą moją osobę. Ktoś wbił w moje serce magiczny sztylet. Żadna inna ludzka broń, nie mogła zrobić mi krzywdy. Odwróciłem się, stała tam blondynka, która mnie tu przyprowadziła. I pomyśleć, że się w niej zakochałem. Po chwili zachwiałem się na nogach, poczym upadłem na ziemię i nic już nie czułem.

~Truskaweczka 
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t34.0-12/11042161_1561730007402073_1581600778_n.jpg?oh=ad2d9413edfd6710fb694fa7a6ea5bcc&oe=54F5E7A1&__gda__=1425419733_b514f54f4ce97788298f01adcad5359f

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 6



Oczami Jane:
Willa i Nicka nie było już od dłuższego czasu, najwyraźniej coś ich zatrzymało. Nie chciało mi się dłużej spać, dlatego wstałam z łóżka by rozprostować nogi. Powoli zaczynało mi się nudzić, więc postanowiłam sobie pośpiewać. Gdy zaczęłam nucić fragment mojej ulubionej piosenki, usłyszałam tupot stup uderzających o posadzkę. To był Jack.
 -Ładnie śpiewasz. -powiedział wchodząc.
Zaczerwieniłam się, aż tak bardzo było mnie słychać?
-Dziękuję -bąknęłam Okazało się że był z nim Will.
-Mogłabyś być piosenkarką, naprawdę masz mocny głos.
Zdałam sobie sprawę, że słyszeli mnie wszyscy znajdujący się w lecznicy. Chyba za bardzo dałam się ponieść.
-Nie przejmuj się księżniczko, ściany są dźwiękom szczelne. -uspokoił mnie Will.- -Usłyszeliśmy cię dopiero wtedy, gdy stanieliśmy pod drzwiami.
Odetchnęłam z ulgą, jednak nie zrobiłam z siebie całkowitego pośmiewiska.
-Jak się czujesz? -spytał Jack.
-Jest dobrze, ale nadal czuję się winna. Przecież mogłam was zabić.
 -To nie twoja wina. -podniósł mnie na duchu.-Po prostu nie umiesz jeszcze panować nad swoją mocą, pomogę ci.
-Nie wiem czy dam radę.
–Na pewno się uda, przecież księżyc zrobił z ciebie strażniczkę, a do tej funkcji nie wybiera się byle kogo.
Uśmiechnęłam się, Jack umiał pocieszać. Od razu poczułam się lepiej. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę! -odezwał się Will.
 Do pokoju wszedł Nico niosąc na rękach dziewczynę. Uświadomiłam sobie że to ją, prawie zabiłam swoją mocą. Zakręciło mi się w głowie, nie chcę ponownie jej zranić.
 -Jane, wszystko dobrze? -zaniepokoił się Jack. Tylko kiwnęłam głową, nie byłam w stanie mówić. Ta sytuacja zaczęła mnie przerastać.
 -Cześć jestem Angela, dla znajomych Angi. Córka Morfeusza.-przedstawiła się.
 W oczach zaczęły mi się zbierać łzy, jak ja mogłam ją skrzywdzić?/! Angela widząc mój płacz, usiadła obok i mnie przytuliła! Miałam zamiar się odsunąć, lecz ona wtedy bardziej wzmocniła uścisk.
-Nic się nie stało, teraz przynajmniej wszyscy noszą mnie na rękach.-powiedziała, patrząc na Nicka.
Od razu stałam się weselsza.
-Przepraszam. -odparłam- nie chciałam ciebie zranić.
-Każdemu się zdarza, na przykład przeze mnie, moja siostra rozbiła sobie nogę. To znaczy ja jej rozbiłam nogę, ale to szczegół.
Zaśmiałyśmy się, chyba zostaniemy przyjaciółkami. Była bardzo podobna do Jacka, oczywiście pod względem zachowania. Dopiero po paru minutach udało mi się wyswobodzić z jej ramion.
-Angela, trzeba wracać do twojego pokoju, musisz odpocząć. -mruknął Nico.
-No dobrze, już idę. -chyba nie była z tego zadowolona.
-Pójdę z nimi, potrzebują fachowej pomocy. -odparł Will.
Zostałam w pokoju tylko z Jackiem.
-Mógłbyś mi powiedzieć coś o tej przepowiedni? -zagadnęłam.
-Oczywiście. -zaczął swoje opowiadanie. -Nasz drogi księżyc miał stworzyć nowego strażnika, gdy Mrok zacznie odzyskiwać siły i stanie się silniejszy. Nie wierzyliśmy że ta chwila wogule nadejdzie, więc nie spodziewaliśmy się twojego przybycia.
-To jest nas więcej?/!
-Tak, istnieje Piaskowy Ludek, Święty Mikołaj, Zając Wielkanocny i Wróżka Zębuszka.
-Mam nadzieję że kiedyś ich poznam, a kim jest Mrok?
 -To nasz odwieczny wróg, chce podbić cały świat by wszędzie panowała ciemność. Służą mu koszmary i inne mroczne stworzenia. Ale jego głównym celem jest uśmiercenie wszystkich strażników.
 -Już go nie lubię. -stwierdziłam.
-Dobrze, bo od teraz, ciebie też chce zniszczyć. Już zapewne wie o wyborze nowego strażnika.
-Są jeszcze jakieś ważne sprawy, o których chciałbyś mi powiedzieć?
-Tak, strażnicy zyskują siłę dzięki wierzącym w nich dzieciom. Jeżeli poczujesz się gorzej to oznacza, że przestały w ciebie wierzyć. Więc nie zdziw się gdy będziesz przechodzić przez ludzi jak duch, najpierw musisz sprawić żeby uwierzyli.
-Rozumiem...i bardzo ci dziękuję za pomoc, bez ciebie na pewno nie dałabym sobie rady.
-Nie ma sprawy, to był mój obowiązek. A teraz pozwól jeżeli pójdę się położyć, jestem wykończony.
-Dobrze, do zobaczenia.
–Do zobaczenia.
I znowu zostałam sama.

https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t34.0-12/10815679_453912354760741_1705057294_n.jpg?oh=258624c2eab13f8088b4281b3e192127&oe=54F3E624&__gda__=1425335092_9afe5238f4e90e70f39c638a93da578b

piątek, 27 lutego 2015

Uwaga!

Hej kochani!
To blog naszej koleżanki, prosimy czytaj cie i komętujcie ;)
Opowiada on o przyganach Raf, Siarkusa i ich przyjaciół. My czytamy codziennie!
Czytajcie nie zwiedzicie się <3

Link: http://rafisiarkus.blogspot.com/2015/02/wstep-do-odcinka-9.html?showComment=1425073664374#c3367397260311959519

#Nida i ~Truskaweczka

Ps. Kto by chciał taki tapczan? ;)
Ja poproszę <3
 #Nida

https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t34.0-12/11040708_453616448123665_1016367994_n.jpg?oh=07af5beafbe7cd70ee1516624fc51e5a&oe=54F373CC&__gda__=1425223596_50ebd2683cc99064098529efa9f08b84

Rozdział 6



Oczami Nicka:
-Nico! Co ty wyrabiasz! Zachowujesz się jak dziedziak! –zaczął Travis.
-Znowu moja wina! To on zaczął! Czemu zawsze mnie obwiniacie?!
-Bo jesteś! Już i tak wystarczająco namieszałeś!
-Tak jak zawsze!? –zapytałem, ale nie czekałem na odpowiedź i odbiegłem.
Czemu zawsze jest moja wina?! No czemu? Szedłem korytarzem kiedy zaatakowała mnie klamka! Prawie mnie uderzyła, ale odskoczyłem. Kto to mógł być, jak nie mój ‘’Najdroższy przyjaciel’’ wraz z jaką nieznana mi dziewczyną.
-Co ty wyrabiasz?!
-Nie czas na pytania –sykną  -Macie gdzieś wolne pokoje?
-Tak, powinny się znaleźć.. ale o co chodzi?
-Zaprowadź mnie do jednego z nich.
 -Magiczne słowo... yhm?
-Proszę, a teraz rusz swoją mroczną dupę i pokaż mi ten pokój!
Kim on do Hadesa jest, żeby mi rozkazywać?! Popatrzyłem się na niego wymownie, ale nie chciałem znowu kłótni. Zaprowadziłem ich do jakiegoś pokoju. Położył tak dziewczynę, bawił się z nią i na końcu uśpił. Ciekawe swoją drogą czy Angela tak umie? W końcu jest dzieckiem Morfeusza. Ja jestem dzieckiem Hadesa i umiem przywoływać umarlaków. Dobra nie ważne.
-To ona. –powiedział albinos.
-Co ona?
-Ona zraniła tą dziewczynę……
-Angele?
-Angela. Ładne imię. Tak ją. Przepraszam że cię oskarżałem, nie miałem racji.
-Każdy ma prawo się pomylić, tylko nie myśl sobie że cię teraz polubię albinosie.
-Dobrze Mroczku –uśmiechną się.
Miałem już powiedzieć coś tupu:” Ja mówię serio”, ale wszedł Will.
-Semika. Angi jest już w łóżeczku. Śpi jak aniołek. Położyłem ją w pokoju z Jackiem. Chyba nie jesteś zły, co? Polubicie się. W każdym razie zatrzymam ją tu kilka dni, na obserwacji. A co to za ślicznotka?
-Nie ma sprawy chętnie ją poznam. To jest Jane. Jest strażniczką jak ja….
-Zaraz zaraz –przerwałem mu- To jest więcej takich jak ty? O Bogowie!
-Nico –powiedział sarkastycznie Will- Jaki ty jesteś miły dla Jacka. To takie urocze –poklepał mnie po głowie.
Will i Jack zaśmiali się.
-Bardzo śmieszne.
-Dobra. To strażniczka miłości. To ona zraniła Angi, ale to nie jej wina. Neumie na razie  nad nią panować.
-To zrozumiałe. Niech się nie martwi nic nie jest naszej ślicznej herosce. Idź połóż się Jack.
-Ok.
Jack wyszedł, a ja zostałem z Willem i Jane, ale ona spała.
-I jak u ciebie Will? Radzisz sobie jako grupowy?
-A czemu miałby sobie nie radzić? W końcu też jestem synem Apolla.
-Gdzie jest Jack? –powiedziała dziewczyna
-Spokojnie, poszedł się położyć. Jestem Will. Miło mi poznać ślicznotko. Nie przejmuj się tym wypadkiem z Angi nic jej nie jest, wiem co mówię jestem uzdrowicielem. Syn Apolla się kłania
-Apolla?! Przecież to bóg Grecki!
-Oni istnieją. Wiem ciężko uwierzyć, ale w końcu jesteś jakąś strażniczką, nie?
-Tak, Will. A ty to kto?
-Nico di Angelo, syn Hadesa.
-Widać to po tobie, taki mroczny jesteś.
-Nieprawda Jane, Nico jest przesłodki. Całkiem jak cytryna. –Will uszczypną mnie w policzek i zaśmiał się. –A teraz odpocznij, a my zobaczymy co u naszej przepięknej.
-Dobrze, panie lekarzu. –uśmiechnęła się i położyła się.
-Chodźmy –powiedział i pociągną mnie za rękaw.




Chwilę później weszliśmy do pokoju w którym Angela i Jack śmiali się i byli cali w śniegu.
 -I co poznaliście się już? –zapytał Will
-Jasne –powiedziała- Ale co mi się wogule stało?
Nikt nie odpowiedział tylko wymieniliśmy spojrzenia, ale musiałem coś jej powiedzieć:
-To był wypadek. Taka jedna dziewczyna cię omyłkowo uderzyła.
-Wypadki chodzą po ludziach, a zwłaszcza kochają mnie –powiedziała i próbowała wstać, ale zachwiała się więc podbiegłem i potrzymałem ją.
-Dziękuję. Chyba przy was nie mam szans się przewrócić.
-Raczej nie –powiedziałem-Jack Jane się przebudziła.
-To ona mnie zraniła?
-Tak –powiedział Jack- Will, zaprowadź mnie tam, dobrze?
-Jasne, Choćmy!
Wyszli i zostałem sam z Angi.
-Bardzo boli?- zapytałem
-Nie. Ale miałam dziwny sen. Czy każdy tak ma?
-Niestety. Nie zostawiłaś czegoś?
-Mój miecz! Gdzie…. –ale nie dokończyła, ponieważ wysunęła zza siebie jej mieczyk.
-Nico –powiedziała tak jakbym co najmniej uratował jej życie.
-Nie ma sprawy.
-Dzięki, kochany jesteś. Dobra lepiej mi opowiadaj jak to było z Jackiem –usiadła a łóżku i machnęła, żeby usiadł koło niej.
Opowiedziałem jej wszystko, a ona z zaciekawieniem słuchała.
Dziwnie się czułem kiedy ja nawijam, a ona nic nie mówi. W końcu zapytała mnie:
-I on tak na ciebie skoczył?
-Tak.
-I ty miałeś miecz?
-Tak.
-I on go widział?
-Tak.
-I chciał bić się z tobą laską?
-Tak.
-Jaki przypał! –zaczęliśmy się śmiać- Jak ja działam na ludzi.
-Co masz na myśli?
-Nie ważne czy mówię dowcip czy o zabójstwie i tak wszyscy się śmieją.
-Ale Nikt nikogo nie zabił.
-Taki żad Głąbku.
-Głąbku?
-Takie czułe zdrobnienie głąba. Mogę tak do ciebie mówić, prawda?
-Jasne.
-A co to za dziewczyna?
-Jakaś strażniczka.
-Czego?
-Nie wiem.
-To Choćmy się dowiedzieć!
Wstała gwałtownie, i by się przewróciła, ale znowu ją złapałem.
-Uważaj Gapciu, bo nogi ci się jeszcze plączą.
-Zaniesiesz mnie?
-Chyba żartujesz.
-Proszę.
-Niech ci będzie, ale nie przyzwyczajaj się. Jesteś chora to ci pomogę.
-A Kidy będę zdrowa to nie będziesz mnie nosił na rękach? –powiedziała unosząc jedną brew.
-Zobaczymy.
Wiozłem ją na ręce i poszliśmy do Willa, Jane i Jacka

#Nida

 https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t34.0-12/11007490_453612621457381_343246773_n.jpg?oh=825557e5dcfe9e808a7ac12680bd64b8&oe=54F37874&__gda__=1425240425_d11e81ee5ea3c82b9782d8c43ab1db82